Atak na Wenezuelę – chiński ślad

Czy można było wyobrazić sobie wejście w nowy rok z większym przytupem, niż przez rajd na siedzibę wenezuelskiego prezydenta? Pewnie tak, ale zakładam, że znakomita większość ekspertów (jak
i laików) oczekiwała spokojniejszego stycznia. Tymczasem
03 stycznia 2026 roku na polecenie Donalda Trumpa amerykańska armia przeprowadziła brawurową operację wojskową (PRAWDZIWĄ operację wojskową), w wyniku której uprowadzony został Nicolas Maduro wraz z małżonką, po czym wycofała się nie ponosząc przy tym praktycznie żadnych strat.

W przestrzeni internetowej znajdziecie z pewnością wiele analiz wskazujących na profesjonalizm przebiegu samej akcji (to jest raczej bezdyskusyjne), jak też oceniających przyczyny samego ataku (tu na pierwszy plan wysuwają się kwestie ropy, narkotyków lub próby zachowania amerykańskiego prymatu na półkuli zachodniej) czy potencjalne dalsze kroki Trumpa (Kuba? Meksyk? Konsumpcja sukcesu?). Jednakże nie zauważyłem podnoszenia tematu wenezuelskich złóż ropy w odniesieniu do zagrożenia przejęcie kontroli nad nimi przez Chińczyków.

Faktem jest, że wenezuelska ropa to ropa „trudna”. Jest ciężka, gęstsza, przez co trudniejsza w wydobyciu. Dodatkowo ma wysoką zawartość siarki, co sprawia, że wymaga jeszcze bardziej specjalistycznej, a przez to i droższej rafinacji, która możliwa jest jedynie przy zastosowaniu rafinerii typu „deep conversion”.
A te obecnie posiadają nieliczne kraje, w tym USA, Indie, państwa europejskie lub Chiny.

Technologia pozwalająca na efektywną rafinację ciężkiej ropy jest skoncentrowana w wąskiej grupie państw, co w praktyce czyni dostęp do niej narzędziem geopolitycznym, a nie czysto rynkowym. Z tego powodu Wenezuelczycy, choć spali na ropie, nie byli
w stanie efektywnie drylować swoich złóż.

Powyższe nie zmienia faktu, że wydobycie i rafinacja owej „trudnej” ropy na większą niż dotychczas skalę jest jednak możliwe.

W mojej opinii do tego wniosku doszli Chińczycy, którzy na podstawie umowy naftowej z 2007 roku stali się kluczowym odbiorcą wenezuelskiej ropy (nawet 95% wydobycia[1]), a wobec amerykańskich sankcji handel z Państwem Środka do dziś jest jednym z niewielu istotnych zewnętrznych kanałów gospodarczych. W maju 2024 roku China Concord Resources Corp, prywatna chińska firma, oficjalnie ogłosiła podpisanie umowy typu PSC
na realizację wartego 1 miliard dolarów projektu wydobywania
z dwóch wenezuelskich pól naftowych (Lago Cinco i Lagunillas Lago) ropy w liczbie 60 tysięcy baryłek dziennie[2]. W ramach tego projektu, już we wrześniu 2025 roku pierwszy nowy pływający obiekt wydobywający ropę naftową przybył do jeziora Maracaibo
w Wenezueli, by rozpocząć właściwą produkcję i sprzedaż.

Dokładnie w tym samym czasie USA zaczęły intensyfikować działania wojskowe wokół Wenezueli, w tym seryjne uderzenia
w łodzie i obiekty związane z przemytem narkotyków[3], a Trump publicznie oskarżył Maduro o powiązania z narkotykami ogłaszając bez podania jakichkolwiek dowodów jego przynależność do kartelu de los Soles[4], co oznaczało znaczący wzrost presji
na wenezuelskiego dyktatora.

Moim zdaniem, moment eskalacji żądań wobec Maduro nie był przypadkowy, a temat narkotyków z perspektywy czasu należy ocenić wyłącznie jako pretekst do obalenia jego rządu. Poniekąd potwierdził to Mateusz Piotrowski z PISM w opublikowanej
na kanale YT Układu Sił rozmowie wskazując, że prawdziwym problemem narkotykowym USA jest fentanyl, a ten z kolei trafia do Stanów Zjednoczonych poprzez Meksyk, a nie Wenezuelę[5].
Co wiec kierowało Trumpem przy wydaniu rozkazu do przeprowadzenia styczniowej akcji?

Oczywiście, sama akcja stanowi zapewne element dalekosiężnego planu, zgodnie z którym półkula zachodnia ma pozostać wyłączną amerykańską strefą wpływów. O tym mówił Trump, gdy w grudniu 2025 roku nawiązywał po raz kolejny do XIX-wiecznej doktryny Monroe[6], do tego też odnosił się po ataku na Wenezuelę, gdy
na konferencji prasowej podsumowywał przebieg i skutki nocnej akcji w Caracas[7]. Nie mogę jednak pozbyć się wrażenia, że w tej sprawie jest drugie dno i jest ono związane właśnie z opisanym powyżej kontraktem na wydobycie ropy z wenezuelskich pól naftowych. Zwłaszcza, że eskalacja presji na Wenezuelę, zarówno w warstwie retorycznej, jak i realnej, zbiegła się w czasie
z rozpoczęciem realizacji tego projektu.

We wspomnianej powyżej rozmowie Mateusz Piotrowski wspomina, że amerykański sektor energetyczny dostawał od jakiegoś czasu sygnały, by zintensyfikować plany inwestycyjne w Wenezueli.
Tak jak podałem powyżej, nie mamy w tym przypadku do czynienia z prostym wydobyciem, a osiągnięcie zysków wymagałoby wieloletnich inwestycji, wybudowania nowej infrastruktury
i poddania ropy bardziej kosztochłonnej rafinacji, niemniej przy zapewnieniu stabilności dla współpracy typu PSC, inwestycja mogłaby się zwrócić i zapewnić czerpanie zysków zarówno przez firmę zajmującą się poszukiwaniem i wydobyciem ropy naftowej,
jak i przez stronę rządową. A skoro Amerykanie dysponują niezbędną technologią co – poza osobą dyktatora – stało na drodze do rozpoczęcia współpracy?

Otóż za taką przeszkodę można moim zdaniem śmiało uważać Chińczyków, którzy z poziomu zakupu wenezuelskiej ropy zaczęli przechodzić do jej wydobycia i rafinacji. A to z kolei mogło zapalić ostrzegawczą lampkę w Białym Domu. I zdaje się zapaliło…

Temat jest za gorący i stanowczo za wcześnie dziś na kategoryczne wnioski i stwierdzenia, więc na ten moment łączenie akcji
w Wenezueli z próbą dania prztyczka Chińczykom pozostaje jako hipoteza. Niemniej na koniec przydługiego tekstu pozwolę sobie przytoczyć jedną opinię i jedną analogię, które mogą wskazywać
na prawdziwość powyższych rozważań.

Otóż 03 stycznia 2025 roku, a więc bezpośrednio po amerykańskiej interwencji w Caracas, Radosław Pyffel napisał w portalu X: [8]

A co do analogii – analizując opisaną powyżej sytuację nie mogę uwolnić się od porównania chęci objęcia kontrolą wenezuelskich pól naftowych do deweloperskiego banku ziemi. Dla tych, którzy nie spotkali się z takim pojęciem wyjaśniam, że mowa o posiadanych lub zabezpieczonych gruntach budowlanych zakupionych zawczasu z myślą o przyszłych inwestycjach.

Taki wybieg po pierwsze pozwala deweloperowi nabyć grunt po niższej cenie (z reguły z czasem wartość gruntów rośnie), jak też zapobiec dokonaniu danej działki zakupu przez konkurencję. Nawet jeżeli nasz deweloper nie zrealizuje zysków od razu, lecz odwlecze czerpanie profitów w czasie do momentu zakończenia realizacji inwestycji, to na pewno tych zysków nie przejmie konkurent.

Brzmi znajomo?


[1] https://www.reuters.com/business/energy/venezuelas-oil-exports-fell-july-partners-awaited-us-authorizations-2025-08-04/

[2] https://www.reuters.com/business/energy/private-chinese-firm-producing-oil-venezuela-under-rare-20-year-pact-source-says-2025-08-22/

[3] https://apnews.com/article/venezuela-strike-rubio-trump-0f901b2a30ee20e314bcab1385ffb0c0

[4] https://news.sky.com/story/warships-the-cia-and-potential-precision-attacks-the-us-venezuela-crisis-explained-13458744?

[5] https://www.youtube.com/watch?v=1jGmW-vzJDg

[6] https://www.pism.pl/publikacje/oficjalna-reaktywacja-doktryny-monroe-przez-usa

[7] https://www.pap.pl/aktualnosci/trump-bedziemy-rzadzic-wenezuela-do-czasu-jej-bezpiecznej-transformacji

[8] https://x.com/RadekPyffel/status/2007417042526253252

Dodaj komentarz