Geopolitical Chess

"The owls are not what they seem"


Trump nie jest problemem. Jest testem. O błędzie zachodniej percepcji świata.

Pine Gap i złudzenie trwałości

Obejrzałem ostatnio serial „Pine Gap” opowiadający o ściśle tajnym amerykańsko-australijskim ośrodku wywiadowczym zlokalizowanym na Antypodach, którego głównym zadaniem miałoby być nadzorowanie łączności satelitarnej oraz wykrywanie i geolokalizacja źródła sygnałów elektronicznych w tej części świata. Nie chcę się tu skupiać na fabule, która sama w sobie nie została przygotowana szczególnie precyzyjnie i wiarygodnie, jak też na pozostawiającej wiele do życzenia grze aktorskiej. Moim celem jest spojrzenie na ten serial pod kątem całkiem mocno w nim zaznaczonej geopolityki.

Na początek pewna dygresja – kiedyś również w Polsce potrafiliśmy produkować seriale, które w prosty, ale skuteczny sposób ukazywały prawa geopolityki, wyjaśniały, że relacje między państwami to nie kwestia samych wartości, lecz głównie twardych, brutalnych czasem interesów. Podam tu tylko dwa tytuły, tj. Pogranicze w ogniu oraz Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy. Oba seriale to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto chciałby zrozumieć, że historia to nie tylko punkty na mapie (daty, wydarzenia, osoby), ale cały złożony i wielowarstwowy proces bardziej lub mniej zamierzonych działań i zaniechań skutkujących wystąpieniem owych punktów na określonym obszarze. Ponieważ seriali ukazujących w przenikliwy sposób relacje międzypaństwowe dzisiaj w Polsce się raczej nie produkuje, nic więc dziwnego, że na świat i stosunki międzypaństwowe patrzymy generalnie w różowych okularach.

Wracając do tematu – dlaczego akurat Pine Gap wzbudziło moje zainteresowanie? Otóż serial ten ukazuje – nawet jeśli w dość uproszczony sposób – sytuacje, w której dynamicznym zmianom podlega pozornie nieruchoma rzeczywistość. Możemy obserwować w jaki sposób ruszone przesunięciami płyt tektonicznych zapadają się zastałe, skamieniałe paradygmaty, jak również uważane dotychczas za nieodwracalne reguły współpracy między państwami. Serial ukazuje również rozterki poszczególnych osób rozdartych pomiędzy sentyment do niedawnego sojusznika a interes własnego rządu, który obrócony o 180 stopni nakazuje podjęcie działań wrogich, sprzecznych wobec budowanych przez lata relacji międzyludzkich.

Ktoś powie – a co w tym dziwnego? Sojusze się rozpadają, przyjaźnie nie trwają wiecznie. To prawda. Odnoszę jednak wrażenie, że znaczna część zachodniej opinii publicznej nie analizuje rzeczywistości jako podlegającej zmianom, lecz postrzega ją jako stan trwały, constans. Tymczasem pogrążona w komfortowym samozadowoleniu Europa, a po części też bogacąca się przez ostatnie lata Polska, nie są samotnymi, odpornymi na działanie sił zewnętrznych wyspami, ale w dalszym ciągu stanowią terytorium położone w strefie uśpionego zgniotu.

Europa jako constans

Ostatnie lata dla Europy to czas pokoju, jakiego ten kontynent nigdy w tak długim okresie nie widział. Od czasów II wojny światowej kraje centrum życia politycznego Europy wolne były od większych wstrząsów militarnych, politycznych i ekonomicznych. Nawet tak znaczące wydarzenia jak rozpad Związku Radzieckiego czy zjednoczenie Niemiec nie wpłynęły negatywnie na złoty wiek całego kontynentu. Również kryzys ekonomiczny z 2008 roku nie odcisnął swojego piętna w głównym nurcie gospodarki europejskiej tak mocno, jak np. w USA. Niestety, wydaje się, że owo uśpienie pozwoliło Europejczykom zapomnieć, że historia kołem się toczy i lubi się powtarzać. A jak pokazują wydarzenia trzeciej dekady XXI wieku, a zwłaszcza – dzięki polityce prowadzonej przez Donalda Trumpa – ostatniego roku, koło historii zaczyna kręcić się coraz szybciej.

Nie interesuje mnie zatem „Pine Gap” jako serial, lecz jako ilustracja mechanizmu, który w realnej polityce obserwujemy dziś znacznie częściej – gwałtownego rozpadu pozornie trwałych reguł. Zarówno działania serialowego POTUS-a, jak i obecnie nam miłościwie panującego Donalda Trumpa są triggerami, które bądź doprowadziły – jak w serialu, bądź też zmierzają – jak w realu – ku eskalacji reakcji międzynarodowych na najwyższym szczeblu. I podczas, gdy serial skupia się jedynie na rozedrganych relacjach w trójkącie USA – Australia – Chiny, w prawdziwym świecie Trump w ciągu zaledwie roku swoich rządów rozhuśtał struny spinające cały świat, w tym również sojusz amerykańsko – europejski. Ten tekst nie będzie o tym, czy Trump ma rację, lecz o tym, jak łatwo Zachód myli mapę z terytorium, w momencie reguły gry zaczynają pękać.

Trump i pęknięcie mapy

Nie pora i miejsce, by analizować szczegółowo wszystkie gwałtowne zwroty podjęte przez Trumpa lub jego podwładnych. Ograniczę się więc jedynie do krótkiego opisu tych zdarzeń, które wzbudziły najwięcej kontrowersji lub też były najbardziej odczuwalne, zarówno w USA, jak i na całym świecie.

Druga kadencja Trumpa rozpoczęła się oficjalnie w dniu 20 stycznia 2025 roku. Analitycy przewidywali, że wyciągnął on wnioski z czasów pierwszego pobytu w Białym Domu, kiedy to opór tzw. deep state sprawił, że nie udało mu się osiągnąć wszystkich wyznaczonych celów, a co więcej, przegrał w konsekwencji wyścig o reelekcję z Joe Bidenem. Rzeczywiście, nowa administracja, wsparta Elonem Muskiem, który stanął na czele Departamentu Wydajności Państwa (DOGE), z werwą zabrała się za przeprowadzenie audytu finansowego administracji federalnej, którego efektem było znaczące obcięcie kosztów oraz głęboka reorganizacja biurokracji. Skutkiem tych działań było również zwolnienie tysięcy pracowników – w samym marcu ‘25 na sektor rządowy przypadło ponad 216 tysięcy zwolnień[1], jak też zamknięcie bądź wygaszenie wielu agencji rządowych, w tym słynnego Office of Net Assessment[2].

Działanie DOGE okazały się być na tyle kontrowersyjne, że sama instytucja została rozwiązana jeszcze przed zaplanowanym terminem. Muskowi i jego współpracownikom zarzucano głównie podejmowanie działań naruszających zasady niezależnej administracji oraz normy prawne i etyczne, działanie bez przejrzystości i bez procedur[3] czy też nawet łamanie przepisów o ochronie danych i konstytucji USA. Przeciwnicy DOGE wskazują, że zamiast obiecywanych oszczędności, DOGE pozostawił po sobie istną stajnię Augiasza.

Jednocześnie administracja Trumpa okazała się być niezwykle aktywna na arenie międzynarodowej. Jeszcze w lutym 2025 roku na dorocznej, prestiżowej konferencji w Monachium, JD Vance, wiceprezydent USA, wyraźnie zaznaczył zmianę kierunku polityki USA. Używając obraźliwych słów i niespotykanego do tej pory na tym poziomie słownictwa zarzucił on europejskim liderom tłumienie wolności słowa oraz działanie wbrew woli większości swoich obywateli. Jednocześnie sprowadził Europę do podrzędnej roli żądając, by podporządkowała się (jako Unia Europejska – dop. własny) przywództwu Trumpa pod rygorem uznania za niegodną gwarancji obronnych[4].

Słowa Vance’a były szokiem zarówno dla tych, którzy bezpośrednio słuchali ww. przemówienia, jak też dla wszystkich, którzy zapoznali się z jego treścią niedługo po jego wygłoszeniu. Jeżeli jednak ktokolwiek myślał, że to pojedynczy „wybryk” niedoświadczonego dyplomatycznie Vance’a, srogo musiał się rozczarować. Trump nie dość, że nie złagodził przekazu płynącego z ww. przemówienia, to przez cały miniony rok podważał automatyzm amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa, szczególnie wobec państw Europy. W brutalnym stylu łajał elity rządzące krajami zachodniej części naszego kontynentu. Na temat Polski wypowiadał się znacznie łagodniej. Zwracał uwagę na relatywnie duże nasze wydatki na obronność czy też konsekwentnie proamerykańską politykę, niemniej czy w efekcie jego działania – poza retoryką – przełożyły się na zwiększenie bezpieczeństwa naszego kraju?

Ocena ta jest o tyle trudniejsza, że poza podważaniem reguł obowiązujących w NATO, Trump jednocześnie nieustannie atakował Unię Europejską wskazując, iż nie jest ona strategicznym partnerem USA, lecz konkurentem gospodarczym. Szerzej na ten temat pisałem w poprzednim wpisie, więc odsyłam zainteresowanych do niego[5].

Nie bez znaczenia dla oceny poziomu bezpieczeństwa Polski jest postawa Trumpa wobec Rosji. Powiedzieć, że retorycznie Trump bywał miękki dla Moskwy to za mało. Zdarzenia takie, jak kłótnia z Zelenskim w Białym Domu[6], czerwony dywan rozłożony przed Władimirem Putinem[7], który wśród państw tzw. Zachodu pozostawał wówczas w izolacji, brak reakcji na upublicznione nagranie rozmowy Steve’a Witkoffa z Jurijem Uszakowem, najwyższym rangą doradcą Putina ds. polityki zagranicznej[8], jak też nagłe przerwanie wsparcia wojskowego dla Ukrainy, w tym zaprzestanie dzielenia się danymi wywiadowczymi z ukraińskim wojskiem[9] drastycznie zmniejszały poziom długofalowej przewidywalności działań Waszyngtonu i obniżało poziom zaufania sojuszników z NATO do amerykańskiego partnera. A tym bardziej redukowały poczucie bezpieczeństwa zwłaszcza wśród krajów przyfrontowych, jak Polska.

Agresywna postawa Trumpa wobec Brukseli zwiększa moim zdaniem ryzyko, że przy kolejnym napięciu w relacjach któraś ze stron zażąda deklaracji pełnej lojalności, co znacząco zmniejszy pole manewru dla takich państw jak Polska, które są politycznie i militarnie zależne od USA, niemniej gospodarczo i strukturalnie osadzone w UE. Ryzyko to jest o tyle większe, że Trump nie ukrywa, iż jego celem jest doprowadzenie do negocjowania z państwami europejskimi w sposób bilateralny, a nie multilateralny, jak do tej pory. Czy jesteśmy na to przygotowani?

Cena błędu poznawczego

Jak wynika z powyższego opisu Trump nie tylko oznajmia chęć zmiany reguł międzynarodowych, lecz podejmuje realne kroki do tego zmierzające. A zatem nie porusza się wyłącznie w sferze deklaratywnej, jak część jego poprzedników, lecz otwarcie, w odczuwalny sposób wpływa na większość dziedzin życia na całym świecie. Można wręcz odnieść wrażenie, że cały świat zastyga w oczekiwaniu na każdy komunikat płynący z Białego Domu, a następnie wpędza się w paniczny, bezładny ruch, jak np. przy ostatniej głębokiej, kilkudziesięcioprocentowej korekcie cen złota i srebra w reakcji na wskazanie przez POTUS- nowego szefa FED-u.

Tyle tylko, że Europa w dalszym ciągu widzi w Trumpie wyłącznie przyczynę nadchodzących zmian, a nie owoc przełomu, który już nastąpił. Dlatego, uważając, że jeszcze ma czas, stara się uniknąć głębokiej refleksji na temat prawdziwych powodów całego zaistniałego zamieszania. Nie dostrzega, że patrzenie wyłącznie na mapy bez analizy zachodzących procesów staje się szczególnie niebezpieczne, bo pokazują one świat, który już nie istnieje. Trump dalej postrzegany jest w UE jako aberracja, która za chwilę zniknie i którą po prostu musimy wszyscy przetrwać. Zastanawiam się wręcz czy osobista uraza spowodowana brutalnym stylem Trumpa nie powoduje u jego krytyków odrazy, która z kolei przesłania szerszy punkt widzenia. Przedstawiciele zachodnich elit czują się na tyle mocno dotknięci otrzymywanymi połajankami, że w dalszym ciągu ignorują powody zaistniałych zmian, jak również sam fakt ich trwałości

Andrew Michta wielokrotnie powtarzał, że dziwi się postawie niemieckich elit, które próbowały ignorować rosnące poparcie dla AfD. Michta, który sam deklaruje się jako krytyk linii politycznej tej partii, zauważył ostatnio nieco złośliwie, że dopiero teraz organizatorzy konferencji monachijskiej zauważyli istnienie AfD i zaprosili jej przedstawicieli do wzięcia w niej udziału. Można więc rzecz, że w Niemczech powoli podejmowane są próby dostosowania się do zmieniającej się sytuacji, niemniej w dalszym ciągu moim zdaniem to za mało, by móc mówić o przełomie.

Sondaże poparcia politycznego w wielu europejskich państwach wskazują, że sympatia społeczeństwa naszego kontynentu in gremio skręca w prawo ku ruchom populistyczno-prawicowym. Wygląda na to, że wyborcy zmęczeni miałkością dotychczasowych elit oczekują po prostu zmiany, nie bacząc na niespójność przekazu czy niejasności programowe radykałów. Tymczasem przedstawiciele dotychczasowych elit kurczowo trzymają się zajętych pozycji, nieśmiało jedynie wychodząc poza własne bańki i modyfikując swoje propozycje w sposób de facto mało istotny i zauważalny. A zamiast wsłuchać się w coraz głośniejsze wołanie swoich obywateli, większość energii poświęcają wytykaniu braku kompetencji przedstawicielom partii populistycznych, jak również krytyce efektów dotychczasowych działań Trumpa, wskazując je jako przykład złego wyboru, którego dokonali Amerykanie.

Z kolei europejscy zwolennicy Trumpa masowo odmawiają słuszności jakiejkolwiek krytyce jego poczynań. Nawet gdy funkcjonariusze kontrowersyjnego ICE zastrzelili na ulicach Minneapolis w ciągu kilkunastu dni dwoje protestujących, po prawej stronie rozległy się głosy poparcia i zrozumienia. Co więcej, im głośniej Trump krytykuje postawy przedstawicieli zachodnich elit, tym bardziej zauważalna staje się po stronie zwolenników partii populistycznych coraz mniej skrywana radość. To pokazuje, jak silna jest dziś plemienna lojalność — nawet fakty, które kiedyś oburzałyby wszystkich, przestają mieć znaczenie.

Europa, zamiast zmierzać do ponadnarodowego pojednania i skupiać się na wypracowaniu wspólnego stanowiska wobec zagrożenia, zdaje się coraz bardziej pogrążać w nieładzie i chaosie. A czas się kończy…

Nie jest to miejsce i czas, by rozstrzygać czy zwolennicy Trumpa przeceniają spójność i długofalowość działań Trumpa, a przeciwnicy nadmiernie ekscytują się ich przypadkowością. Wydaje się jednak, że polityka prowadzona przez amerykańską administrację – niezależnie od jej ostatecznej oceny – jest testem nie tylko dla trwałości sojuszu amerykańsko – europejskiego, ale także dla naszych zdolności analitycznych. Jeśli widzimy w niej wyłącznie chaos albo wyłącznie plan, to znak, że problem nie leży w Waszyngtonie, lecz w sposobie, w jaki próbujemy opisać zmieniający się świat. O ile oczywiście dostrzeżemy w porę obecność tych zmian i ich wpływ na naszą rzeczywistość.


[1] https://www.pb.pl/fala-zwolnien-w-administracji-usa-doge-odpowiada-za-280-tys-redukcji-etatow-1239373

[2] https://breakingdefense.com/2025/03/hegseth-orders-disestablishing-of-office-of-net-assesment/

[3] https://www.epi.org/publication/trump-is-enabling-musk-and-doge-to-flout-conflicts-of-interest-what-is-the-potential-cost-to-u-s-families/

[4] https://wiadomosci.onet.pl/politico/jd-vance-rzucil-sie-na-europe-mamy-do-wyboru-dwie-drogi-ue-musi-tanczyc-do-melodii/fj2tdl0

[5] https://geopoliticalchess.com/2026/01/14/ukryta-europejska-wrogosc-wobec-usa-o-reakcji-obronnej-unii-europejskiej-i-zmianie-regul-gry/

[6] https://www.polskieradio.pl/399/7975/artykul/3490942,awantura-miedzy-trumpem-a-zelenskim-odwolano-konferencje

[7] https://www.bbc.com/polska/articles/cd6nx3g7z5lo

[8] https://wiadomosci.onet.pl/swiat/jurij-jurij-oto-co-bym-zrobil-wyciekla-kontrowersyjna-rozmowa-wyslannika-trumpa-z/2130psp

[9] https://www.money.pl/gospodarka/trump-cofnie-status-prawny-ukraincom-ktorzy-wyjechali-do-usa-z-powodu-wojny-7132219941268416a.html



Dodaj komentarz