Do napisania poniższego tekstu zainspirował mnie wpis Zbigniewa Szczęsnego[1], aktywnego na Facebooku komentatora patrzącego na świat wyraźnie z prawej strony. We wpisie tym autor otwartym tekstem podnosi kwestie obnażenia przez działania Donalda Trumpa rzekomo długo skrywanej europejskiej wrogości wobec USA. Niemniej czy można zgodzić się z takim podejściem do reakcji podjętych przez przedstawicieli europejskich elit?
Na początku niezbędne jest jedno zastrzeżenie – chociaż Szczęsny mocno uwypukla, iż chciałby odnosić się do stanowiska europejskiego, to jednak w samym tekście poddaje przykłady reakcji podmiotów związanych głównie z Niemcami, nieco mniej z Francją, jak też sygnalizuje niechęć brytyjskiego rządu do polityki Trumpa. A zatem podane przykłady świadczą raczej o wybiórczej, a nie jednorodnej rzekomej europejskiej wrogości wobec sąsiada zza Atlantyku. Wydaje się, że im dalej na wschód lub południe Europy, tym stanowiska są in gremio bardziej wyważone, a prezentowane opinie nie mają tak buńczucznego wydźwięku, jak te wskazane przez Szczęsnego. Nie mogę więc oprzeć się wrażeniu, że słowo „europejski” używane jest przez autora tylko w celu wzmocnienia siły przekazu samego testu, a nie wskazania rzeczywistego rozmiaru zjawiska.
Zanim jeszcze przejdę do analizy czy mamy do czynienia z prawdziwą wrogością, chciałbym przez chwilę pochylić się nad motywami zaistnienia cytowanych opinii, gdyż one nakreślą właściwe moim zdaniem tło do oceny czy opinia Szczęsnego była uprawniona czy też jednostronna, a przez to niewłaściwa.
Poniekąd sam autor wyjaśnia skąd biorą się takie postawy, jak te wskazane w tekście. Wskazuje on, gdy pisze o postawie rządu Starmera, iż u podłoża niechęci wobec polityki Trumpa leży fakt, iż jego administracja coraz mocniej popiera pozostającą dotychczas poza głównym nurtem brytyjskiej polityki Reform UK Nigela Farage’a. Cóż, nie może dziwić rosnący dystans najpewniejszego do tej pory sojusznika USA w Europie, jakim jest (była?) Wielka Brytania. Wydaje mi się jednak, że jeżeli mówić o jakiejkolwiek wrogości to cechuje ona stanowisko raczej prezentowane pośrednio i bezpośrednio właśnie przez administrację Trumpa.
Podobnie ma się rzecz z „opornymi” wobec ogromu trumpowskiej miłości Francuzami i Niemcami. Owa wroga postawa, na którą powołuje się Szczęsny to nic innego, jak forma sprzeciwu wobec totalnej, zdecydowanej i zadziwiająco drastycznej zmiany, jaką Trump funduje swoim europejskim sojusznikom odkąd po raz drugi zasiadł w fotelu prezydenckim. Szerzej uzasadnię to poniżej.
Od czasów II wojny światowej relacje między Europą a USA opisywała koncepcja Pax Americana, zgodnie z którą kraje naszego kontynentu niezwykle łatwo oddały kontrolę swojego bezpieczeństwa w ręce Amerykanów, a ci, za cenę wielu przywilejów i wymiernych korzyści, ponosili jej koszty. To, że ten system przestał działać widać od dłuższego czasu. Oznaki zmiany kalkulacji relacji amerykańsko – europejskiej można było z łatwością dostrzec w trakcie pierwszej kadencji Trumpa, a nowe podejście kontynuował też – choć w innym stylu – Joe Biden. Niemniej stolik ostatecznie wywrócił Trump.
Układ, w którym kraje europejskie pokornie znosiły hegemonię USA mógł stabilnie trwać, dopóki Stany Zjednoczone działały przewidywalnie. I nawet kiedy amerykańska administracja podejmowała wobec swoich europejskich partnerów próby bezpośredniego lub pośredniego nacisku, jak przy wprowadzaniu regulacji IRA czy Chips Act, czyniła to w sposób nieponiżający i niepodważający komfortu strategicznego swoich sojuszników. Dlatego też zachodnioeuropejskie elity zdawały się spać zadowolone ciepłem bijącym z zajmowanych stołków, rosnących wskaźników ekonomicznych i względnej stabilności sprawowanej władzy. Dopiero brutalna siła działań Trumpa zmieniła to podejście.
Na marginesie, ciekawie tę sytuację zobrazował Filip Dąb-Mirowski, który prawdziwie moim zdaniem wykazał konsekwencje tego, jakie niesie za sobą styl i sposób rozwiązywania współpracy i przejścia na relacje bardziej szorstkie[2].
Jeszcze jedna, ostatnia już degresja, zanim przejdę do głównego tematu niniejszego opracowania. Abstrahując w tym momencie od słuszności krytyki partii dotychczas rządzących krajami europejskimi, zadziwia mnie mimo wszystko, że autor nie pochyla się nad samym faktem amerykańskiego „wtrącania się” do polityki europejskiej i podejmowania prób jej kształtowania poprzez krytykę rządzących elit, wsparcie dla partii antysystemowych[3] czy ogniste przemówienia popierające ich liderów, jak Farage[4] czy Le Pen[5]. Nie wierzę, by Szczęsny wierzył w dobre intencje Trumpa mieszającego z błotem Unię Europejską i jego troskę o obywateli Europy. Można więc założyć, że traktuje te słowa jako właściwe i zasadne. To też wiele wyjaśnia skąd u niego owa „skrywana europejska wrogość”.
Otóż, moim zdaniem, autor spogląda na relacje amerykańsko – europejskie wyłącznie z perspektywy jednej strony sporu i próbuje usprawiedliwiać czyny i słowa Trumpa, co może dziwić biorąc pod uwagę fakt, iż Polska, jako część Unii Europejskiej, zdaje się tracić na działaniach podejmowanych przez USA. Osłabiona Unia Europejska jest niczym innym jak dziurawą tarczą negocjacyjną przed zakusami silniejszych graczy. I nawet jeśli uznać, że Warszawa, a zwłaszcza środowisko prezydenta, ma dobre stosunki z amerykańską administracją, taki rozwój sytuacji powinien wzbudzić obawy.
W świecie bilateralnych transakcji Polska jest bowiem zbyt małym graczem, by skutecznie bronić swoich interesów samodzielnie. Im słabsza Unia, tym większa asymetria w relacjach z USA – i tym większe ryzyko, że Polska stanie się przedmiotem, a nie podmiotem geopolityki. Na politykę UE mamy ograniczony wpływ, niemniej siła oddziaływania naszego kraju w relacji USA vs Polska będzie jeszcze słabsza, co oznacza, że będziemy zdani na łaskę i niełaskę Amerykanów.
Przechodząc wreszcie do sedna sporu ze Szczęsnym – nie jestem przekonany czy rosnące nastroje antyamerykańskie to trend trwały i nieodwracalny, czy tylko efekt podgrzewanych co chwila emocji. Moim zdaniem sam fakt zaistnienia opinii, jak te cytowane we ww. wpisie, to nic innego jak naturalna reakcja obronna, a nie ukrywana przez lata wrogość czy pogarda.
Jak wskazałem powyżej, działania Trumpa i jego popleczników otwarcie wspierające politycznych przeciwników obecnych zachodnioeuropejskich elit to nie miękka próba prezentowania swoich interesów narodowych, lecz objaw realizowanej strategii całkowitego wywrócenia stolika. Trump otwarcie, z wrodzoną sobie pychą i arogancją wskazuje, że w rzekomym interesie Europejczyków jest, by rządy w poszczególnych krajach objęli prawdziwi patrioci, którym na sercu leży rozwój ich własnej ojczyzny rozumianej jako państwo narodowe.
Trudno nie postrzegać jako ingerencji publicznego poparcia Donalda Trumpa i jego zaplecza politycznego dla takich ugrupowań jak Reform UK, Zjednoczenie Narodowe czy AfD – co było szeroko komentowane w mediach europejskich i amerykańskich. Tylko objęcie sterów przez powyższe partie ma pozwolić – zdaniem Trumpa – odzyskać przez te kraje pełnię suwerenności (ulubione chyba słowo „prawdziwych patriotów”) i zabezpieczyć interesy własnych obywateli.
Tymczasem to, co łączy ww. ugrupowania ze sobą, jak również z Trumpem to niechęć do Unii Europejskiej jako konstruktu ekonomicznego i geopolitycznego. Każda z tych partii z osobna za punkt honoru zdaje się obierać swój sprzeciw przeciwko dalszemu upodmiotowieniu UE, w tym nadaniu jej uprawnień do reprezentowania Europy w relacjach z możnymi tego świata, jak np. Chiny, Rosja (mimo wszystko) czy USA właśnie.
Czy od 2004 roku europejska organizacja się zmieniła? Oczywiście. Jej najbardziej zagorzali krytycy, w tym polscy, czynią z tego główny zarzut wskazując, że „nie do takiej unii wstępowaliśmy”[6], zdając się całkowicie pomijać fakt, że świat też się zmienił. W ciągu ostatnich 20 lat wyrosła potęga chińska, Rosja miota się w swoich imperialnych bólach fantomowych i w dalszym ciągu próbuje oddziaływać na cały świat, a dodatkowo atut przewidywalności porzuciły Stany Zjednoczone. Czy gdyby zatem UE, do której wstępowała Polska, działała dzisiaj w ramach swoich kompetencji z 2004 roku, stanowiłaby lepszy i sprawniejszy konstrukt? Śmiem wątpić.
Moim zdaniem postawa elit rządzących UE zmienia się. Wygląda na to, że dociera do nich, iż zakończyła się powszechna chwila spokoju w relacjach międzynarodowych, za to konieczna jest rewizja uprzedniego podejścia i przeregulowania poprzednich ustaleń. Nie zmienia to faktu, iż owa zmiana następuje w drodze ewolucji, a ta wymaga czasu.
Unia Europejska nie jest bowiem małą motorówką, którą można gwałtownie zawrócić jednym ruchem steru. Używając uprawnionej moim zdaniem analogii morskiej, jest ona raczej wielkim statkiem płynącym po coraz bardziej wzburzonym morzu geopolityki. Taki statek musi zmieniać kurs — to oczywiste — lecz robi to powoli, świadomie i z wyprzedzeniem, gdyż nagły skręt grozi utratą stabilności, uszkodzeniem konstrukcji lub nawet katastrofą. Ewolucja jest zatem naturalnym sposobem adaptacji dużych i złożonych organizmów do zmieniających się warunków.
Alternatywą jest droga rewolucyjna, ale jak pokazuje historia, najczęściej prowadzi ona do powiększania chaosu, a nie zapewnienia stabilizacji.
Wobec brukselskiej administracji można mieć wiele zarzutów – nadmierna biurokratyzacja, skupienie się na kwestiach nieistotnych z punktu widzenia rozwoju Europy, samoograniczanie rozwoju, itd. Niemniej w dalszym ciągu Unia Europejska zapewnia jej członkom ochronę i daje lepsze narzędzia do walki z rosnącymi zakusami państw imperialnych.
Wydaje się więc, że to sam fakt istnienia Unii Europejskiej jest prawdziwą przyczyną stanowiska prezentowanego dość spójnie przez całą administrację Trumpa. Obecność UE, jako podmiotu relacji międzynarodowych, pomimo wszystkich jej wad powoduje, że USA nie są w stanie prowadzić bilateralnej polityki wobec pojedynczych państw, lecz muszą mierzyć się z koniecznością starcia z administracją reprezentującą – było nie było – pewną wspólnotą interesów. To dlatego tak łatwo przychodzą Trumpowi słowa krytykujące samą instytucję Unii Europejskiej, jak gdy powiedział, że „Unia Europejska została utworzona po to, aby oszukać Stany Zjednoczone”[7].
To nie jest tak, że Trump kieruje swoje działa armatnie wyłącznie przeciwko Niemcom czy Francuzom. Skąd, on podejmuje kroki skierowane przeciwko Unii Europejskiej jako całości, a jedynie werbalnie atakuje dotychczasowe elity licząc na ich podmianę. Jest dla mnie oczywiste, że po rozpadzie całej organizacji będzie robił interesy z poszczególnymi krajami europejskimi bez konieczności użerania się z całym sztucznym tworem, jakim jest dla niego brukselska administracja. Na taki sposób myślenia wskazuje zarówno dotychczasowa retoryka Trumpa, jak i jego konsekwentne preferowanie relacji bilateralnych kosztem instytucji wielostronnych.
Mówiąc obrazowo, lewar, jaki będzie miał na każdy kraj z osobna będzie większy niż ten, którym dzisiaj dysponuje przeciwko całej organizacji.
Niemniej aby rozbić UE nie wystarczy wyłącznie podmienić chadeków na liberałów, a tych na socjalistów, lecz niezbędne jest sięgnięcie poza zbiór dotychczasowych elit. Skoro zatem na scenie pojawiły się ugrupowania, które do tej pory nie sprawowały rządów, a każde z nich deklaruje chęć opuszczenia Unii Europejskiej, najprostszym rozwiązaniem jest je wesprzeć.
I tak, mam świadomość, że UK jest obecnie poza Unią Europejską. Niemniej sam autor wspomina, że rzekomo ponowna integracja Londynu z Brukselą jest rozważana jako kontr odpowiedź na rosnące notowania Farage’a. Nie można też pominąć tego, że Wielka Brytania przez lata współkształtowała politykę Unii Europejskiej, dlatego ciosy bijące torysów czy labourzystów uderzają jednocześnie w UE jako twór przeszkadzający Trumpowi w osiągnięciu swoich celów.
Reasumując, opisywane przez Zbigniewa Szczęsnego w ww. wpisie postawy podmiotów zachodnioeuropejskich nie wynikają na razie z systemowych zmian, do jakich miało dojść w relacjach między wspomnianymi dwoma blokami, jak też nie wynikają z przyczyn leżących po stronie europejskiej. Podejmując próby analizy motywów tych reakcji należy moim zdaniem odwrócić kolejność zdarzeń. Działania Trumpa nie wyzwoliły ukrytej wrogości Europy wobec USA, lecz spowodowały przyjęcie naturalnej pozycji obronnej.
Na ile trwałej? Wydaje się, że podejmując się oceny jej nieodwracalności, należałoby rozpocząć od głębszej analizy zjawiska znanego jako MAGA i szans na dłuższe opanowanie przez nowych republikanów Waszyngtonu. Nie widzę przeszkód, by stało się to tematem kolejnego opracowania.
Na koniec pozwolę sobie powalczyć nieco z chochołami, które zostały postawione we wspomnianym wpisie. To nie jest tak, jak twierdzi Szczęsny, że ktokolwiek kreuje dzisiaj Amerykanów na „półludzi” czy „zagrożenia dla świata pięć razy większego niż Rosja czy Chiny”, podczas gdy jak pisze autor „Europa nigdy w podobnym stopniu nie wyrażała nastrojów antyrosyjskich czy antychińskich”. Taki tekst nosi znamiona manipulacji. Powodem takiego wzmożenia emocji wobec USA jest sam Trump, podejmowane przez niego działania i sposób, w jaki próbuje narzucać niedawnym partnerom i (jeszcze) sojusznikom swoje zdanie.
O wszystkim decyduje bowiem stopień odczuwania zagrożenia. Dla Niemiec czy Francji, Rosja jest po prostu dalekim państwem, które – poza elementami chaosu – nie jest w stanie zagrozić obowiązującemu systemowi władzy. A choć obecność chińskich podmiotów jest w gospodarce krajów zachodniej Europy coraz bardziej odczuwalna, w dalszym ciągu państwo chińskie nie zajmuje postawy politycznej tak agresywnej, jak czynią to właśnie Stany Zjednoczone. Mówiąc wprost – Trump otwarcie deklaruje, że zamierza wywrócić europejski stolik. I to w istocie wyjaśnia skalę obecnych reakcji.
[1]https://www.facebook.com/zszczesny/posts/pfbid02wrmdhCKJhyNV4QkeZdD4mV88xTedhQR7W9p8HQdUe49eb9X5ty5vhhqNuL2NUprZl
[2] https://youtu.be/R2Q7GHUqsm8?si=luO0Fr5WFxJ204ck&t=772
[3] https://www.theguardian.com/world/2024/dec/20/elon-musk-claims-only-afd-can-save-germany
[4] https://www.gbnews.com/politics/us/donald-trump-issues-major-reform-uk-prediction-next-election-nigel-farage?utm_source=chatgpt.com
[5] https://www.reuters.com/world/europe/trump-offers-support-french-far-right-leader-le-pen-after-her-conviction-2025-04-04/?utm_source=chatgpt.com
[6] https://nowiny24.pl/jacek-saryuszwolski-to-juz-nie-ta-sama-unia-do-ktorej-wchodzilismy-rozmowa/ar/c1-17504417
[7] https://wiadomosci.wp.pl/tusk-odpowiada-trumpowi-to-takie-proste-7129703685110272a?utm_source=chatgpt.com
Ukryta europejska wrogość wobec USA? O reakcji obronnej, Unii Europejskiej i zmianie reguł gry.





Dodaj komentarz